-Żegnam.- Po sali rozniósł się twardy głos kończący wszelkie rozmowy.
-Książę Zerkweg...- Odezwał się drugi, dużo słabszy i wyraźnie niepewny głos, którem szybko przerwano.
-Śmiesz mi grozić?- Siwy mężczyzna uniósł się na tronie prezentując się w pełnej okazałości. Wyglądał niczym góra przy drobnej posturze posłańca, który skulił się pod naporem chłodnych oczu władcy.
-Skąd Panie... Wybacz...- Wydusił wbijając wzrok w podłogę.
-Margan jeśli czegoś chce niech sam tu przyjdzie. Niech jednak pamięta czyim jest wasalem. A teraz wyjdź. I pamiętaj na wszelkie tego typu prośby mówię "NIE!"- Ryk króla aż dzwonił w uszach, goniec ukłonił się najgłębiej jak umiał, niemal dotykając nosem ziemi i w takiej pozycji opuścił salę, dalej odprowadzili go poza mury zamku straże. Angus opadł na tron zdejmując koronę i przecierając zmęczone oczy.
-Nie powinieneś mój królu być tak brutalny...- Odezwała się cicho kobieta, która niepostrzeżenie weszła do pomieszczenia.
-Och, Sally... Uwierz mi muszę, wiesz jakie jest Zerkweg, nie mogę pozwolić by zaczęli wprowadzać reżim religijny to doprowadzi do kolejnej wojny a ja już ich wystarczająco zakończyłem
-Tylko jedną.- Przypomniała z miłym uśmiechem podając władcy parujący napar.
-I o jedną za dużo, wolałbym gdybym żadnej nigdy nie musiał.
-Przynieść może wina lub posiłek?
-Nie. Podaj mi tylko płaszcz muszę jeszcze coś załatwić...
Nikt nie zorientował się gdy przygarbiona postać w kapturze przeszła spod zamku wtapiając się w tłum. Owa postać, choć lekko zgarbiona poruszała się żwawo i nie pałętała się bez sensu po ulicach jak większość żebraków. Ten miał jakiś cel. Wszedł do niepozornego sklepiku z różnorodnościami, on wiedział jednak że prowadzący go krasnolud był pośrednikiem między zleceniodawcami i wykonawcami. Oczywiście nie były to legalne zlecenia, ale co go to obchodziło? Nie on był od poszukiwania przestępców a zakon lwiego serca, miał ważniejsze sprawy na głowie niż jakiś tam drobny złodziejaszek.
-Witaj przyjacielu.- Uścisnął dłoń krasnoluda
-Nawet nie wiesz jak się głupio czuję gdy nie mogę się ukłonić żeby cię nie zdradzić.- Zażartował sklepikarz półszeptem.
-Słuchaj mam sprawę...
-Trafiłeś w dobre miejsce, jak zawsze
-To bardzo ważne. Powiedz skąd bierzesz tak drobne kobiety?- Zaśmiali się patrząc ukradkiem na dziewczynę zaaferowaną własną koszulą. -Dobra ale teraz poważnie, potrzebuję szpiega.- Nagle spoważniał marszcząc brwi.
-Na jedno zlecenie?
-Na razie tak, później jeszcze do ciebie zawitam. Na razie, chcę by ktoś śledził gońca z Zerkweg, a później zorientował się jak wygląda tamtejsza sytuacja. Tutaj masz żeby zapłacić mu z góry.- Podał Krasnoludowi i wyszedł żegnając się w drzwiach. Ledwie opuścił przybytek a dziewczyna która siedziała wcześnie wewnątrz wpadła na niego. To nie mógł być przypadek. Angus sprawdził pasek i zorientował się że dziewczyna go okradła. Ruszył za nią, dziewczyna nieświadoma że ma cień skręciła w boczną alejkę by sprawdzić swoją zdobyć. gdy oglądała złoto oczy aż jej się świeciły. Nie nacieszyła się długo swoją zdobyczą bo nagle czyjeś ramię uniosło ją w górę niczym szmacianą lalkę a drugą ręką zabrał swoją własność.
-Nie uczyła cię matka że nie wolno kraść?- Karcący dziewczynę głos był tak głęboki że ta skuliła się nieco. Mężczyzna odstawił ją na ziemię.Wtedy odzyskała pewność siebie.
-Może? A ty co mnie śledzisz starcze? Nie jestem panienką do towarzystwa, a jeśli chcesz się o tym przekonać to mocno cię to zaboli.- Zaczęła mu grozić na co odpowiedział jej jedynie gromki śmiech.
-Ach dziewczyno... za młoda, za naiwna...- Poklepał ją po głowię odchodząc.
-Hej!- Zawołała za nim. Zakapturzona postać powoli obróciła się w jej kierunku ciekawa co jeszcze może chcieć mała złośnica. -Kim jesteś?
-Zwykłym starcem z dziwnym poczuciem humoru.- Zaśmiał się, na co jego rozmówczyni skrzyżowała ręce na piersi i zaczęła tupać nogą.
-"Zwykli" nie noszą przy sobie takiej sumy, ani takiego miecza. Więc lepiej przyznaj się kim jesteś, zanim zedrę Ci ten kaptur razem z uśmieszkiem.
-Spostrzegawcza jesteś, ale nie chcę cię straszyć ani zrażać a gdybyś dowiedziała się kim jestem nie rozmawiałabyś tak spokojnie.- Znów zaśmiał się pewny siebie.
-Ach tak? Zobaczymy!- Ruszyła pewnym siebie krokiem w stronę mężczyzny, ten wyprostował się prezentując się w pełnej krasie. Był dużo większy od niej, a na dodatek blade spojrzenie spod kaptura zatrzymało ją.
-No... Niech tobie będzie, nie musisz mówić kim jesteś ale...
-Ale co?- twarz starca ponownie wykrzywił miły a równocześnie złośliwy uśmiech.
Falka? "Ale co?"
wtorek, 9 maja 2017
Od Falki
- Robert! Rusz się leniwa klucho! Mąka przyjechała!
Ta piękna i wyszukana fraza zbudziła mnie z przyjemnego snu. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się ziewając przy tym nieelegancko. Z trudem wyślizgnęłam się spod cieplej kołdry i poczłapałam do miski z wodą, która miała niezbyt zachęcającą, krwistoczerwoną barwę. Westchnęłam na jej widok po raz kolejny żałując, że odrzuciłam propozycję pewnego maga wody, który w zamian za drobną opłatę chciał mnie nauczyć zaklęcia oczyszczającego życiodajną ciecz. W samej koszuli nocnej wyszłam na korytarz, aby cudownym trafem spotkać syna właścicieli piekarni, tymczasowo służącej mi za noclegownię.
- Hej, młody! - zawołałam chłopaka. - Chcesz zarobić?
Młodzieniec pokonawszy swoją niechęć do mojej osoby podszedł bliżej zainteresowany. Wtedy wcisnęłam mu w ręce miskę z czerwoną cieczą.
- Przyniesiesz świeżą wodę? Dzięki.
I nie czekając na odpowiedź zamknęłam drzwi od pokoju. Posłaniec wrócił, a ja zdążyłam się w tym czasie wstępnie przyodziać.
- Co tak długo? - zapytałam z irytacją.
- Gdzie moja wypłata? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Za tak mozolne wykonanie zlecenia ci się nie należy.
- Co?!
- Żartuję - uległam błagalnemu spojrzeniu ogromnych brązowych oczu. - Łap.
Moneta z brzękiem upadła na drewnianą podłogę. Refleksu to chłopak nie miał. Gdy dokończyłam poranną toaletę i całkowicie się ubrałam opuściłam piekarnię, pozdrawiając przy tym jej właścicieli. Może i byłam zbirem, ale gościnę potrafiłam uszanować. Nawet jeśli była ona narzucona groźbami i ostrzem miecza przy gardle. Dostojnym krokiem zbliżałam się do centrum stolicy. Pora była dość wczesna, lecz i tak tłum był przytłaczający. Miało to jednak swoje plusy. Przechodząc obok straganu z owocami mogłam porwać jedno jabłko nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Zadowolona z udanego łupu szłam dalej w miedzy czasie pożerając zdobycz. Zdążyłam zjeść cały owoc zanim trafiłam do celu. Sklep z przeróżnymi dobrami, od tkanin, przez narzędzia na drobnej broni kończąc był prowadzony przez Filiusa. Krasnoluda bedącego rownocześnie pośrednikiem pomiędzy stołecznymi najemnikami, czy mordercami, a potencjalną klientelą.
- O! Witam panią Stark! - pomieszczenie wypełnił jego niski i donośny głos. - Co panią dziś do mnie sprowadza?
Zadając pytanie wskazał teatralnym ruchem ręki coś na kształt krzesła, czy taboretu stojące obok lady. Było umiejscowione tak, aby siadający mógł oprzeć się o ścianę i nie utracić kontaktu wzrokowego z właścicielem sklepu. Zajęłam wskazane miejsce dziękując krasnoludowi skinieniem głowy.
- Nuda Filiusie - odpowiedziałam w końcu. - I pusta kieszeń.
- Niestety muszę cię zmartwić. Ostatnio krucho ze zleceniodawcami.
- Ah to wielka szkoda - odparłam zakładając jedną nogę na drugą. - Jesteś pewien, że nic nie masz?
Informator pomyślał przez chwilę (zawsze śmiesznie przy tym wyglądał) i już otworzył usta, gdy przerwały mu otwierające się drzwi. Stanął w nich starszy mężczyzna o zasłoniętej kapturem twarzy. Moje próby niezauważalnego podejrzenia oblicza obcego nie były zbyt owocne, lecz odniosłam wrażenie, iż skądś jegomościa znałam. Nowy klient zauważył jednak moje ciekawskie spojrzenie.
- Czyżbym się panience spodobał, że tak się we mnie wpatruje? - na jego ustach cześciowo zasłoniętych siwą brodą zagościł jednoznaczny uśmieszek.
- Nie do mnie takie żarty, dziadku - odparłam tonem głosu ostrzegając obcego, że nie ze mną te numery.
Ten zrozumiał aluzję. Zwrócił się do Filiusa. Nie usłyszałam o co mu chodziło, gdyż bardziej zajęta byłam zdrapywaniem zaschniętej na rękawie krwi. Moją uwagę przykuł jednak dźwięk pełnej do granic możliwości sakiewki, z której klient wyciągnął parę monet. Po zakończeniu transakcji zabrał zakupiony przedmiot i spoglądając jeszcze na mnie ciekawie pożegnał się, po czym wyszedł. Wstałam z taboretu i mrucząc pod nosem pożegnanie krasnoludowi opuściłam sklep. Po chwili dyskretnego przeczesywania wzrokiem tłumu dostrzegłam przygarbioną, zakapturzoną postać. Zaczęłam przedzierać się w jej kierunku. Musiałam zdążyć przed odejściem celu w mniej ruchliwą uliczkę, lecz również uważać, żeby nie zwrócić na siebie jego uwagi. Poprawiłam swój kaptur i zbliżyłam się na odpowiednią odległość od staruszka. Gdy byłam wystarczająco blisko popchnęłam go delikatnie imitując własne potknięcie.
- Oj, przepraszam bardzo - powiedziałam, aby nie wzbudzić niczyich podejrzeń.
Po chwili szłam już w przeciwnym kierunku chowając swoją zdobycz przed potencjalnymi gapiami.
Królu? Zauważysz kradzież?
Ta piękna i wyszukana fraza zbudziła mnie z przyjemnego snu. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się ziewając przy tym nieelegancko. Z trudem wyślizgnęłam się spod cieplej kołdry i poczłapałam do miski z wodą, która miała niezbyt zachęcającą, krwistoczerwoną barwę. Westchnęłam na jej widok po raz kolejny żałując, że odrzuciłam propozycję pewnego maga wody, który w zamian za drobną opłatę chciał mnie nauczyć zaklęcia oczyszczającego życiodajną ciecz. W samej koszuli nocnej wyszłam na korytarz, aby cudownym trafem spotkać syna właścicieli piekarni, tymczasowo służącej mi za noclegownię.
- Hej, młody! - zawołałam chłopaka. - Chcesz zarobić?
Młodzieniec pokonawszy swoją niechęć do mojej osoby podszedł bliżej zainteresowany. Wtedy wcisnęłam mu w ręce miskę z czerwoną cieczą.
- Przyniesiesz świeżą wodę? Dzięki.
I nie czekając na odpowiedź zamknęłam drzwi od pokoju. Posłaniec wrócił, a ja zdążyłam się w tym czasie wstępnie przyodziać.
- Co tak długo? - zapytałam z irytacją.
- Gdzie moja wypłata? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Za tak mozolne wykonanie zlecenia ci się nie należy.
- Co?!
- Żartuję - uległam błagalnemu spojrzeniu ogromnych brązowych oczu. - Łap.
Moneta z brzękiem upadła na drewnianą podłogę. Refleksu to chłopak nie miał. Gdy dokończyłam poranną toaletę i całkowicie się ubrałam opuściłam piekarnię, pozdrawiając przy tym jej właścicieli. Może i byłam zbirem, ale gościnę potrafiłam uszanować. Nawet jeśli była ona narzucona groźbami i ostrzem miecza przy gardle. Dostojnym krokiem zbliżałam się do centrum stolicy. Pora była dość wczesna, lecz i tak tłum był przytłaczający. Miało to jednak swoje plusy. Przechodząc obok straganu z owocami mogłam porwać jedno jabłko nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Zadowolona z udanego łupu szłam dalej w miedzy czasie pożerając zdobycz. Zdążyłam zjeść cały owoc zanim trafiłam do celu. Sklep z przeróżnymi dobrami, od tkanin, przez narzędzia na drobnej broni kończąc był prowadzony przez Filiusa. Krasnoluda bedącego rownocześnie pośrednikiem pomiędzy stołecznymi najemnikami, czy mordercami, a potencjalną klientelą.
- O! Witam panią Stark! - pomieszczenie wypełnił jego niski i donośny głos. - Co panią dziś do mnie sprowadza?
Zadając pytanie wskazał teatralnym ruchem ręki coś na kształt krzesła, czy taboretu stojące obok lady. Było umiejscowione tak, aby siadający mógł oprzeć się o ścianę i nie utracić kontaktu wzrokowego z właścicielem sklepu. Zajęłam wskazane miejsce dziękując krasnoludowi skinieniem głowy.
- Nuda Filiusie - odpowiedziałam w końcu. - I pusta kieszeń.
- Niestety muszę cię zmartwić. Ostatnio krucho ze zleceniodawcami.
- Ah to wielka szkoda - odparłam zakładając jedną nogę na drugą. - Jesteś pewien, że nic nie masz?
Informator pomyślał przez chwilę (zawsze śmiesznie przy tym wyglądał) i już otworzył usta, gdy przerwały mu otwierające się drzwi. Stanął w nich starszy mężczyzna o zasłoniętej kapturem twarzy. Moje próby niezauważalnego podejrzenia oblicza obcego nie były zbyt owocne, lecz odniosłam wrażenie, iż skądś jegomościa znałam. Nowy klient zauważył jednak moje ciekawskie spojrzenie.
- Czyżbym się panience spodobał, że tak się we mnie wpatruje? - na jego ustach cześciowo zasłoniętych siwą brodą zagościł jednoznaczny uśmieszek.
- Nie do mnie takie żarty, dziadku - odparłam tonem głosu ostrzegając obcego, że nie ze mną te numery.
Ten zrozumiał aluzję. Zwrócił się do Filiusa. Nie usłyszałam o co mu chodziło, gdyż bardziej zajęta byłam zdrapywaniem zaschniętej na rękawie krwi. Moją uwagę przykuł jednak dźwięk pełnej do granic możliwości sakiewki, z której klient wyciągnął parę monet. Po zakończeniu transakcji zabrał zakupiony przedmiot i spoglądając jeszcze na mnie ciekawie pożegnał się, po czym wyszedł. Wstałam z taboretu i mrucząc pod nosem pożegnanie krasnoludowi opuściłam sklep. Po chwili dyskretnego przeczesywania wzrokiem tłumu dostrzegłam przygarbioną, zakapturzoną postać. Zaczęłam przedzierać się w jej kierunku. Musiałam zdążyć przed odejściem celu w mniej ruchliwą uliczkę, lecz również uważać, żeby nie zwrócić na siebie jego uwagi. Poprawiłam swój kaptur i zbliżyłam się na odpowiednią odległość od staruszka. Gdy byłam wystarczająco blisko popchnęłam go delikatnie imitując własne potknięcie.
- Oj, przepraszam bardzo - powiedziałam, aby nie wzbudzić niczyich podejrzeń.
Po chwili szłam już w przeciwnym kierunku chowając swoją zdobycz przed potencjalnymi gapiami.
Królu? Zauważysz kradzież?
Miecz. Na plecach. Dla czego masz miecz na plecach? - Bo wiosło mi ukradli.
Imię: Falka (prawdziwe, smocze imię - Faykhan'shaevā czyt. /fajkhanshiwa/)
Nazwisko: Stark (przybrane, gdyż smoki nie mają nazwisk).
Przydomek: Jej pseudonim artystyczny to "Czarna Żmija". Nazwę zawdzięcza szybkim, bezszelestnym atakom i spokrewnionej z tymi zwierzętami rasie oraz czarnej zbroi.
Rasa: Smok wysokogórski.
Wiek: 141 lat (w przeliczeniu na ludzkie jest to mniej więcej 20).
Płeć: Samica.
Przynależność: Gildia mrocznego kruka
Stanowisko: Najemnik.
Religia: Pffft... Gardzi wszelkimi bóstwami.
Aparycja: Samym swoim wyglądem dziewczę to nie budzi zbytnio należytej grozy. Średniego wzrostu (166 cm), szczupła dziewczyna nie wydaje się zagrożeniem. Często jej przeciwnicy zmyleni drobną posturą nie biorą Falki na poważnie, za co zazwyczaj srogo płacą. Niezliczone godziny poświęcone na ćwiczenia zaskutkowały wysoce rozwiniętą muskulaturą. Oczywiście nadal nie dysponuje ona siłą dwumetrowego oprycha, lecz jej szybkość, zwinność i dokładność oraz potęga wykonywanych ostrzem ciosów dają jej znaczną przewagę w starciach z niedoświadczonymi wojownikami. Dziewczę to ma bladą cerę, która silnie kontrastuje z kruczoczarnymi, krótko przystrzyżonymi włosami. Na jej pociągłej twarzy widnieje para wielkich, bladoniebieskich oczu, których spojrzenie przypomina o jej zwierzęcym pochodzeniu. Smoczyca nie może pochwalić się kobiecymi atutami, gdyż Matka Natura hojną w tej kwestii nie była, lecz dziewczę nie czuje potrzeby podkreślania swojej kobiecości, a wszelką kokieterię uważa za hańbienie płci pięknej. Nie rzadko na pozornie delikatnym ciele Falki spoczywa ogromna ilość ran i siniaków, zaś niektóre pozostawiają blizny. Zazwyczaj ubiera się w czerń. Jej zbroja wykonana przez elfy jest zaskakująco lekka i niewymownie zgrabna dzięki czemu pozostawia właścicielce swobodę ruchów, bezszelestnie poruszanie się i kobiecą figurę. Nierzadko przykrywa ją długim płaszczem z kapturem. Swój ukochany miecz bastardowy nosi na plecach.
Jej smocza postać jest zdecydowanie bardziej zatrważająca. Osiąga długość niespełna dziesięciu metrów od czubka pyska do nasady ogona. Stojąc na ziemi, czyli opierając się poprzednimi kończynami o glebę sięga kłębem na wysokość mniej więcej trzech metrów. Skrzydła o rozpiętości około dwudziestu pięciu metrów pozwalają temu wielkiemu stworzeniu wzbić się z gracją w powietrze. Jej łuski są koloru czarnego, lecz w świetle słońca mienią się turkusowymi i krwistoczerwonymi barwami niczym pióra szpaka. Jej gadzie oczy o wąskiej za dnia, a okrągłej w mrokach nocy źrenicy są koloru dorodnego rubinu.
Zdolności: Przemiana w wielką, latającą i ziejącą ogniem bestię wyposażoną w zabójcze kły i szpony nie wystarczy? Falka też tak sądzi. Dlatego od paru dekad szkoli się w fechtunku, dzięki czemu walka mieczem bastardowym, rapierem, włócznią, czy sztyletem nie jest jej obca. Poza tym dziewczyna zna się odrobinę na magii, lecz opanowała tylko proste (przydatne w jej fachu) zaklęcia.
Zainteresowania: Falka kocha adrenalinę. Czy to dostarczaną przez walkę, ucieczkę przed strażą, czy zwykły lot w smoczej postaci. Większość czasu, jeśli nie na wypełnianie misji poświęca na trenowanie. Wbrew pozorom jest ona dość leniwa, co przejawia się w jej niechęci do wykonywania wszelkich nudnych jej zdaniem obowiązków. Czarnowłosa kocha przyrodę i zwierzęta. Często woli ich towarzystwo niż ludzkie. Lubi w samotności poleżeć w koronach drzew lub na skalnych półkach. Dziewczyna przykłada dużą wagę to edukacji. Czyta wiele książek i chłonie mniej lub bardziej potrzebną wiedzę.
Charakter: Falka to przedstawicielka smoka wysokogórskiego. Taki opis każdemu słyszącemu niegdyś o tych godzinach powinien wystarczyć. Jednak ze względu na to, że są persony nie znające tego gatunku postaram się jak najlepiej przybliżyć im osobowość dziewczyny. Jest to ta osoba, która wchodząc do karczmy "Pod Ostrogami" powoduje zamilknięcie wszelkiej szanującej swoje zdrowe i silne ciało duszy. Jedni przyglądają jej się jak żywej legendzie, inni patrzą przepełnieni pychą z zazdrością, zaś pozostali spoglądają wilkiem pełni nienawiści lecz i respektu dla Najemniczki. Wobec każdej obcej osoby Falka jest oschła, surowa i nieprzystępna, a zapytana odpowiada krótkimi, lakonicznymi i często przepełnionymi sarkazmem frazami. Jeśli zleceniodawca, bądź "kolega po fachu" ją znudzi lub nie odda należytego szacunku spotka się z dotkliwą pogardą. Zupełnie inaczej mają się jednak sprawy w przypadku wąskiego grona przyjaciół i znajomych smoczycy. W ich towarzystwie jest to wesoła, energiczna, głodna przygód i wrażeń, pewna siebie, uparta oraz nieco szalona buntowniczka, która jest w stanie oddać za towarzyszy naprawdę wiele. Ale biada temu, kto okaże się być fałszywym przyjacielem. Dziewczynę mimo jej zamiłowania do bijatyk nie jest łatwo sprowokować. Jest ona pogodna, lecz zawsze zachowuje dozę indywidualności, tajemniczości i opanowania. Podczas walki bądź wykonywania zadania zawsze zachowuje powagę i zimną krew mordercy, lecz w jej oczach widać czysto zwierzęcy zew krwi, który nie jednego wojownika przyprawia o gęsią skórkę.
Historia: Jak na smoka wysokogórskiego przystało, Falka, a właściwie Faykhan'shaevā urodziła się w górach. Ojca nie poznała, gdyż smoki te nie mają zwyczaju życia w rodzinach na całe życie. Matka, poniekąd zmuszona instynktem macierzyńskim, dobrze się nią opiekowała, do czasu, gdy małe smoczątko osiągnęło wiek 20 lat. Wtedy zostało wysłane w świat. Przez kilka kolejnych dekad Falka korzystała w pełni z bycia latająca gadziną i budziła strach w wieśniakach paląc ich plony, lub pożerając bydło. Z biegiem czasu ludzie zaczęli ją coraz bardziej interesować. Pewnego dnia poznała łowcę potworów, który dostał na nią zlecenie. Jednak on urzeczony jej pięknem i osobowością (ten gatunek smoka potrafi mówić w swojej prawdziwej postaci) postanowił zostawić ją przy życiu. Ba! Nawet zostali przyjaciółmi. Za jego namową młoda Faykhan'shaevā przybrała ludzką postać oraz nowe imię i razem zaczęli wędrować po świecie. Mężczyzna uczył smoczycę zarówno życia wśród ludzi, jak i walki bronią białą. W końcu oboje zostali Najemnikami, prężnie pnącymi się po szczeblach kariery. Jednak los chciał, że ów jedyny przyjaciel i zarazem mentor dziewczyny został złapany i powieszony za swoją przestępczą działalność. Od tamtego czasu Falka pracuje sama, a zarówno sława, jak i cena za jej głowę rośnie.
Partner: Poszukiwany, lecz o dobrego kandydata dzisiaj trudno... Wbrew wszelkim plotkom interesują ją wyłącznie mężczyźni.
Rodzina: Zna tylko matkę - Kidagakash i imię ojca (Ratonhnhaké:ton). Zważywszy na to, że oboje mają teraz mniej więcej 700 lat zapewne dziewczyna posiada przyrodnie rodzeństwo.
Towarzysz: -
Szczegóły:
~ Stara się jak tylko może, aby tego nie robić, lecz często gardzi wszelkimi, niebędącymi smokami, istotami. Uważa je za niegodne oglądania jej smoczej postaci.
~ Jest wybrednym najemnikiem. Jeśli zadanie jej nie zainteresuje, to go nie wykona. Pieniądze grają tu drugie skrzypce. Zazwyczaj ogranicza się do morderstw w pojedynkach, skrytobójstw, kradzieży i ochrony osób/rzeczy/budynków.
~ Lubi podróżować na końskim grzbiecie.
~ Dwa razy ledwo co uciekła przed stryczkiem (raz była nawet zamknięta w lochach pałacowych).
~ Jeśli ktoś jej szuka to najłatwiej będzie wybrać się do karczmy "Pod Ostrogami" i przeczekać parę dni, bądź tygodni, gdyż prędzej czy później będzie potrzebowała pieniędzy.
~ U smoków wysokogórskich samice są bardziej agresywne od samców, więc ci przy zalotach muszą zachować szczególną ostrożność.
Autor: Deus Ex Machina
Imię: Falka (prawdziwe, smocze imię
- Faykhan'shaevā czyt. /fajkhanshiwa/)
Nazwisko: Stark (przybrane, gdyż smoki nie mają nazwisk).
Przydomek: Jej pseudonim artystyczny to "Czarna Żmija". Nazwę zawdzięcza szybkim, bezszelestnym atakom i spokrewnionej z tymi zwierzętami rasie oraz czarnej zbroi.
Rasa: Smok wysokogórski.
Wiek: 141 lat (w przeliczeniu na ludzkie jest to mniej więcej 20).
Płeć: Samica.
Przynależność: Gildia mrocznego kruka
Stanowisko: Najemnik.
Religia: Pffft... Gardzi wszelkimi bóstwami.
Aparycja: Samym swoim wyglądem dziewczę to nie budzi zbytnio należytej grozy. Średniego wzrostu (166 cm), szczupła dziewczyna nie wydaje się zagrożeniem. Często jej przeciwnicy zmyleni drobną posturą nie biorą Falki na poważnie, za co zazwyczaj srogo płacą. Niezliczone godziny poświęcone na ćwiczenia zaskutkowały wysoce rozwiniętą muskulaturą. Oczywiście nadal nie dysponuje ona siłą dwumetrowego oprycha, lecz jej szybkość, zwinność i dokładność oraz potęga wykonywanych ostrzem ciosów dają jej znaczną przewagę w starciach z niedoświadczonymi wojownikami. Dziewczę to ma bladą cerę, która silnie kontrastuje z kruczoczarnymi, krótko przystrzyżonymi włosami. Na jej pociągłej twarzy widnieje para wielkich, bladoniebieskich oczu, których spojrzenie przypomina o jej zwierzęcym pochodzeniu. Smoczyca nie może pochwalić się kobiecymi atutami, gdyż Matka Natura hojną w tej kwestii nie była, lecz dziewczę nie czuje potrzeby podkreślania swojej kobiecości, a wszelką kokieterię uważa za hańbienie płci pięknej. Nie rzadko na pozornie delikatnym ciele Falki spoczywa ogromna ilość ran i siniaków, zaś niektóre pozostawiają blizny. Zazwyczaj ubiera się w czerń. Jej zbroja wykonana przez elfy jest zaskakująco lekka i niewymownie zgrabna dzięki czemu pozostawia właścicielce swobodę ruchów, bezszelestnie poruszanie się i kobiecą figurę. Nierzadko przykrywa ją długim płaszczem z kapturem. Swój ukochany miecz bastardowy nosi na plecach.
Jej smocza postać jest zdecydowanie bardziej zatrważająca. Osiąga długość niespełna dziesięciu metrów od czubka pyska do nasady ogona. Stojąc na ziemi, czyli opierając się poprzednimi kończynami o glebę sięga kłębem na wysokość mniej więcej trzech metrów. Skrzydła o rozpiętości około dwudziestu pięciu metrów pozwalają temu wielkiemu stworzeniu wzbić się z gracją w powietrze. Jej łuski są koloru czarnego, lecz w świetle słońca mienią się turkusowymi i krwistoczerwonymi barwami niczym pióra szpaka. Jej gadzie oczy o wąskiej za dnia, a okrągłej w mrokach nocy źrenicy są koloru dorodnego rubinu.
Zdolności: Przemiana w wielką, latającą i ziejącą ogniem bestię wyposażoną w zabójcze kły i szpony nie wystarczy? Falka też tak sądzi. Dlatego od paru dekad szkoli się w fechtunku, dzięki czemu walka mieczem bastardowym, rapierem, włócznią, czy sztyletem nie jest jej obca. Poza tym dziewczyna zna się odrobinę na magii, lecz opanowała tylko proste (przydatne w jej fachu) zaklęcia.
Zainteresowania: Falka kocha adrenalinę. Czy to dostarczaną przez walkę, ucieczkę przed strażą, czy zwykły lot w smoczej postaci. Większość czasu, jeśli nie na wypełnianie misji poświęca na trenowanie. Wbrew pozorom jest ona dość leniwa, co przejawia się w jej niechęci do wykonywania wszelkich nudnych jej zdaniem obowiązków. Czarnowłosa kocha przyrodę i zwierzęta. Często woli ich towarzystwo niż ludzkie. Lubi w samotności poleżeć w koronach drzew lub na skalnych półkach. Dziewczyna przykłada dużą wagę to edukacji. Czyta wiele książek i chłonie mniej lub bardziej potrzebną wiedzę.
Charakter: Falka to przedstawicielka smoka wysokogórskiego. Taki opis każdemu słyszącemu niegdyś o tych godzinach powinien wystarczyć. Jednak ze względu na to, że są persony nie znające tego gatunku postaram się jak najlepiej przybliżyć im osobowość dziewczyny. Jest to ta osoba, która wchodząc do karczmy "Pod Ostrogami" powoduje zamilknięcie wszelkiej szanującej swoje zdrowe i silne ciało duszy. Jedni przyglądają jej się jak żywej legendzie, inni patrzą przepełnieni pychą z zazdrością, zaś pozostali spoglądają wilkiem pełni nienawiści lecz i respektu dla Najemniczki. Wobec każdej obcej osoby Falka jest oschła, surowa i nieprzystępna, a zapytana odpowiada krótkimi, lakonicznymi i często przepełnionymi sarkazmem frazami. Jeśli zleceniodawca, bądź "kolega po fachu" ją znudzi lub nie odda należytego szacunku spotka się z dotkliwą pogardą. Zupełnie inaczej mają się jednak sprawy w przypadku wąskiego grona przyjaciół i znajomych smoczycy. W ich towarzystwie jest to wesoła, energiczna, głodna przygód i wrażeń, pewna siebie, uparta oraz nieco szalona buntowniczka, która jest w stanie oddać za towarzyszy naprawdę wiele. Ale biada temu, kto okaże się być fałszywym przyjacielem. Dziewczynę mimo jej zamiłowania do bijatyk nie jest łatwo sprowokować. Jest ona pogodna, lecz zawsze zachowuje dozę indywidualności, tajemniczości i opanowania. Podczas walki bądź wykonywania zadania zawsze zachowuje powagę i zimną krew mordercy, lecz w jej oczach widać czysto zwierzęcy zew krwi, który nie jednego wojownika przyprawia o gęsią skórkę.
Historia: Jak na smoka wysokogórskiego przystało, Falka, a właściwie Faykhan'shaevā urodziła się w górach. Ojca nie poznała, gdyż smoki te nie mają zwyczaju życia w rodzinach na całe życie. Matka, poniekąd zmuszona instynktem macierzyńskim, dobrze się nią opiekowała, do czasu, gdy małe smoczątko osiągnęło wiek 20 lat. Wtedy zostało wysłane w świat. Przez kilka kolejnych dekad Falka korzystała w pełni z bycia latająca gadziną i budziła strach w wieśniakach paląc ich plony, lub pożerając bydło. Z biegiem czasu ludzie zaczęli ją coraz bardziej interesować. Pewnego dnia poznała łowcę potworów, który dostał na nią zlecenie. Jednak on urzeczony jej pięknem i osobowością (ten gatunek smoka potrafi mówić w swojej prawdziwej postaci) postanowił zostawić ją przy życiu. Ba! Nawet zostali przyjaciółmi. Za jego namową młoda Faykhan'shaevā przybrała ludzką postać oraz nowe imię i razem zaczęli wędrować po świecie. Mężczyzna uczył smoczycę zarówno życia wśród ludzi, jak i walki bronią białą. W końcu oboje zostali Najemnikami, prężnie pnącymi się po szczeblach kariery. Jednak los chciał, że ów jedyny przyjaciel i zarazem mentor dziewczyny został złapany i powieszony za swoją przestępczą działalność. Od tamtego czasu Falka pracuje sama, a zarówno sława, jak i cena za jej głowę rośnie.
Partner: Poszukiwany, lecz o dobrego kandydata dzisiaj trudno... Wbrew wszelkim plotkom interesują ją wyłącznie mężczyźni.
Rodzina: Zna tylko matkę - Kidagakash i imię ojca (Ratonhnhaké:ton). Zważywszy na to, że oboje mają teraz mniej więcej 700 lat zapewne dziewczyna posiada przyrodnie rodzeństwo.
Towarzysz: -
Szczegóły:
~ Stara się jak tylko może, aby tego nie robić, lecz często gardzi wszelkimi, niebędącymi smokami, istotami. Uważa je za niegodne oglądania jej smoczej postaci.
~ Jest wybrednym najemnikiem. Jeśli zadanie jej nie zainteresuje, to go nie wykona. Pieniądze grają tu drugie skrzypce. Zazwyczaj ogranicza się do morderstw w pojedynkach, skrytobójstw, kradzieży i ochrony osób/rzeczy/budynków.
~ Lubi podróżować na końskim grzbiecie.
~ Dwa razy ledwo co uciekła przed stryczkiem (raz była nawet zamknięta w lochach pałacowych).
~ Jeśli ktoś jej szuka to najłatwiej będzie wybrać się do karczmy "Pod Ostrogami" i przeczekać parę dni, bądź tygodni, gdyż prędzej czy później będzie potrzebowała pieniędzy.
~ U smoków wysokogórskich samice są bardziej agresywne od samców, więc ci przy zalotach muszą zachować szczególną ostrożność.
Autor: Deus Ex Machina
Nazwisko: Stark (przybrane, gdyż smoki nie mają nazwisk).
Przydomek: Jej pseudonim artystyczny to "Czarna Żmija". Nazwę zawdzięcza szybkim, bezszelestnym atakom i spokrewnionej z tymi zwierzętami rasie oraz czarnej zbroi.
Rasa: Smok wysokogórski.
Wiek: 141 lat (w przeliczeniu na ludzkie jest to mniej więcej 20).
Płeć: Samica.
Przynależność: Gildia mrocznego kruka
Stanowisko: Najemnik.
Religia: Pffft... Gardzi wszelkimi bóstwami.
Aparycja: Samym swoim wyglądem dziewczę to nie budzi zbytnio należytej grozy. Średniego wzrostu (166 cm), szczupła dziewczyna nie wydaje się zagrożeniem. Często jej przeciwnicy zmyleni drobną posturą nie biorą Falki na poważnie, za co zazwyczaj srogo płacą. Niezliczone godziny poświęcone na ćwiczenia zaskutkowały wysoce rozwiniętą muskulaturą. Oczywiście nadal nie dysponuje ona siłą dwumetrowego oprycha, lecz jej szybkość, zwinność i dokładność oraz potęga wykonywanych ostrzem ciosów dają jej znaczną przewagę w starciach z niedoświadczonymi wojownikami. Dziewczę to ma bladą cerę, która silnie kontrastuje z kruczoczarnymi, krótko przystrzyżonymi włosami. Na jej pociągłej twarzy widnieje para wielkich, bladoniebieskich oczu, których spojrzenie przypomina o jej zwierzęcym pochodzeniu. Smoczyca nie może pochwalić się kobiecymi atutami, gdyż Matka Natura hojną w tej kwestii nie była, lecz dziewczę nie czuje potrzeby podkreślania swojej kobiecości, a wszelką kokieterię uważa za hańbienie płci pięknej. Nie rzadko na pozornie delikatnym ciele Falki spoczywa ogromna ilość ran i siniaków, zaś niektóre pozostawiają blizny. Zazwyczaj ubiera się w czerń. Jej zbroja wykonana przez elfy jest zaskakująco lekka i niewymownie zgrabna dzięki czemu pozostawia właścicielce swobodę ruchów, bezszelestnie poruszanie się i kobiecą figurę. Nierzadko przykrywa ją długim płaszczem z kapturem. Swój ukochany miecz bastardowy nosi na plecach.
Jej smocza postać jest zdecydowanie bardziej zatrważająca. Osiąga długość niespełna dziesięciu metrów od czubka pyska do nasady ogona. Stojąc na ziemi, czyli opierając się poprzednimi kończynami o glebę sięga kłębem na wysokość mniej więcej trzech metrów. Skrzydła o rozpiętości około dwudziestu pięciu metrów pozwalają temu wielkiemu stworzeniu wzbić się z gracją w powietrze. Jej łuski są koloru czarnego, lecz w świetle słońca mienią się turkusowymi i krwistoczerwonymi barwami niczym pióra szpaka. Jej gadzie oczy o wąskiej za dnia, a okrągłej w mrokach nocy źrenicy są koloru dorodnego rubinu.
Zdolności: Przemiana w wielką, latającą i ziejącą ogniem bestię wyposażoną w zabójcze kły i szpony nie wystarczy? Falka też tak sądzi. Dlatego od paru dekad szkoli się w fechtunku, dzięki czemu walka mieczem bastardowym, rapierem, włócznią, czy sztyletem nie jest jej obca. Poza tym dziewczyna zna się odrobinę na magii, lecz opanowała tylko proste (przydatne w jej fachu) zaklęcia.
Zainteresowania: Falka kocha adrenalinę. Czy to dostarczaną przez walkę, ucieczkę przed strażą, czy zwykły lot w smoczej postaci. Większość czasu, jeśli nie na wypełnianie misji poświęca na trenowanie. Wbrew pozorom jest ona dość leniwa, co przejawia się w jej niechęci do wykonywania wszelkich nudnych jej zdaniem obowiązków. Czarnowłosa kocha przyrodę i zwierzęta. Często woli ich towarzystwo niż ludzkie. Lubi w samotności poleżeć w koronach drzew lub na skalnych półkach. Dziewczyna przykłada dużą wagę to edukacji. Czyta wiele książek i chłonie mniej lub bardziej potrzebną wiedzę.
Charakter: Falka to przedstawicielka smoka wysokogórskiego. Taki opis każdemu słyszącemu niegdyś o tych godzinach powinien wystarczyć. Jednak ze względu na to, że są persony nie znające tego gatunku postaram się jak najlepiej przybliżyć im osobowość dziewczyny. Jest to ta osoba, która wchodząc do karczmy "Pod Ostrogami" powoduje zamilknięcie wszelkiej szanującej swoje zdrowe i silne ciało duszy. Jedni przyglądają jej się jak żywej legendzie, inni patrzą przepełnieni pychą z zazdrością, zaś pozostali spoglądają wilkiem pełni nienawiści lecz i respektu dla Najemniczki. Wobec każdej obcej osoby Falka jest oschła, surowa i nieprzystępna, a zapytana odpowiada krótkimi, lakonicznymi i często przepełnionymi sarkazmem frazami. Jeśli zleceniodawca, bądź "kolega po fachu" ją znudzi lub nie odda należytego szacunku spotka się z dotkliwą pogardą. Zupełnie inaczej mają się jednak sprawy w przypadku wąskiego grona przyjaciół i znajomych smoczycy. W ich towarzystwie jest to wesoła, energiczna, głodna przygód i wrażeń, pewna siebie, uparta oraz nieco szalona buntowniczka, która jest w stanie oddać za towarzyszy naprawdę wiele. Ale biada temu, kto okaże się być fałszywym przyjacielem. Dziewczynę mimo jej zamiłowania do bijatyk nie jest łatwo sprowokować. Jest ona pogodna, lecz zawsze zachowuje dozę indywidualności, tajemniczości i opanowania. Podczas walki bądź wykonywania zadania zawsze zachowuje powagę i zimną krew mordercy, lecz w jej oczach widać czysto zwierzęcy zew krwi, który nie jednego wojownika przyprawia o gęsią skórkę.
Historia: Jak na smoka wysokogórskiego przystało, Falka, a właściwie Faykhan'shaevā urodziła się w górach. Ojca nie poznała, gdyż smoki te nie mają zwyczaju życia w rodzinach na całe życie. Matka, poniekąd zmuszona instynktem macierzyńskim, dobrze się nią opiekowała, do czasu, gdy małe smoczątko osiągnęło wiek 20 lat. Wtedy zostało wysłane w świat. Przez kilka kolejnych dekad Falka korzystała w pełni z bycia latająca gadziną i budziła strach w wieśniakach paląc ich plony, lub pożerając bydło. Z biegiem czasu ludzie zaczęli ją coraz bardziej interesować. Pewnego dnia poznała łowcę potworów, który dostał na nią zlecenie. Jednak on urzeczony jej pięknem i osobowością (ten gatunek smoka potrafi mówić w swojej prawdziwej postaci) postanowił zostawić ją przy życiu. Ba! Nawet zostali przyjaciółmi. Za jego namową młoda Faykhan'shaevā przybrała ludzką postać oraz nowe imię i razem zaczęli wędrować po świecie. Mężczyzna uczył smoczycę zarówno życia wśród ludzi, jak i walki bronią białą. W końcu oboje zostali Najemnikami, prężnie pnącymi się po szczeblach kariery. Jednak los chciał, że ów jedyny przyjaciel i zarazem mentor dziewczyny został złapany i powieszony za swoją przestępczą działalność. Od tamtego czasu Falka pracuje sama, a zarówno sława, jak i cena za jej głowę rośnie.
Partner: Poszukiwany, lecz o dobrego kandydata dzisiaj trudno... Wbrew wszelkim plotkom interesują ją wyłącznie mężczyźni.
Rodzina: Zna tylko matkę - Kidagakash i imię ojca (Ratonhnhaké:ton). Zważywszy na to, że oboje mają teraz mniej więcej 700 lat zapewne dziewczyna posiada przyrodnie rodzeństwo.
Towarzysz: -
Szczegóły:
~ Stara się jak tylko może, aby tego nie robić, lecz często gardzi wszelkimi, niebędącymi smokami, istotami. Uważa je za niegodne oglądania jej smoczej postaci.
~ Jest wybrednym najemnikiem. Jeśli zadanie jej nie zainteresuje, to go nie wykona. Pieniądze grają tu drugie skrzypce. Zazwyczaj ogranicza się do morderstw w pojedynkach, skrytobójstw, kradzieży i ochrony osób/rzeczy/budynków.
~ Lubi podróżować na końskim grzbiecie.
~ Dwa razy ledwo co uciekła przed stryczkiem (raz była nawet zamknięta w lochach pałacowych).
~ Jeśli ktoś jej szuka to najłatwiej będzie wybrać się do karczmy "Pod Ostrogami" i przeczekać parę dni, bądź tygodni, gdyż prędzej czy później będzie potrzebowała pieniędzy.
~ U smoków wysokogórskich samice są bardziej agresywne od samców, więc ci przy zalotach muszą zachować szczególną ostrożność.
Autor: Deus Ex Machina
poniedziałek, 8 maja 2017
Kto chce rządzić ludźmi, nie powinien ich gnać przed sobą, lecz sprawić, by podążali za nim.
Imię: Angus Firidon
Nazwisko: Magnus
Przydomek: Zwykło sie go nazywać "bliźnim królem" nie tylko dlatego że jest miłościwy dla bliźnich, ale przez szpeczącą go bliznę na twarzy.
Rasa: Acrodux
Wiek: 136lat (stworzenia te dożywają koło 200lat)
Płeć: Mężczyzna
Przynależność: Dwór
Stanowisko: Król
Religia: Damizjanizm
Aparycja: Jest to już siwy mężczyzna o dość miłym i poczciwym spojrzeniu. Może nie licząc blizny na lewym oku. Drugie oko pozostaje jasno błękitne. Mimo swojej daty jest on rosły i masywny, wyróżnia się też wzrostem. W swojej lwiej formie ma on białą sierść i pióra, oraz równie błękitne oczy. Wzrostem dorównuje koniowi, a rozpiętością skrzydeł trzem.
Zdolności: Najbardziej charakterystyczną zdolnością dla jego rasy jest przemiana w majestatycznego, skrzydlatego lwa, który jest poniekąd jego prawdziwą formą. Ryk tej bestii jest zdolny ogłuszyć a szpony przecinać zwykłą stal. Będąc w kwiecie wieku był uznawany za znakomitego szermierza i choć teraz już jest siwy i stary to nadal potrafi obsługiwać się żelazem, w szczególności swoim półtora ręcznym Astefusem jest to miecz który dostał wraz z koroną. Oprócz machania ostrzem zna taktyki wojenne, jest świetnym dowódcą i dyplomatom, co z resztą widać bo dzięki jego rządom w kraju panuje pokój. Dzięki naukom magów może zablokować swój umysł przed wszelką ingerencją telepatyczną a również używać zaklęć na leczenie czy wzmocnienie.
Zainteresowania: Z racji swojej pozycji ma mało czasu dla siebie, jednak gdy już ten czas znajdzie zajmuje się "rozprostowaniem kości" na pałacowym placu treningowym. To co jednak lubi najbardziej to wymykać się z zamku pod przebraniem i spacerowanie między ludźmi obserwując zwykłe, codzienne życie. Dla rozrywki wdaje się w dyskusje które często schodzą na bardziej przyziemne klimaty.
Charakter: Widząc go w koronie, na sali tronowej każdy czuje przed tą majestatyczną postacią pewien lęk i słusznie. Choć to pokojowy władca nie można mu odmówić surowości. Każde jego słowo brzmi i jest traktowane jak rozkaz nieznoszący sprzeciwu. Stanowczy, poważny człowiek który nie bez przyczyny jest szanowany i boją się go sąsiedzi. Tak na prawdę jest to jednak miły i poczciwy staruszek który lubi czasem trochę wypić i porozmawiać na bardziej rubaszne tematy. Często jego żarty są wręcz niesmaczne a wiele jego wypowiedzi mocno zabarwionych podtekstem. Gdy jest sam na sam z zaufanymi ludźmi nie powstrzymuje się przed głośnym śmiechem a nawet drobnymi sprzeczkami "dla zabawy". Podobne wrażenie można odnieść gdy spotka się go zakamuflowanego w mieście, nikt nawet nie pomyśli że ten mądry aczkolwiek dziwny starzec zasiada na królewskim tronie. Jednak gdy zajedzie potrzeba ponownie staje się tym władcą któremu nie sposób się sprzeciwić, a nawet można się go bać.
Historia: Gdy przyszedł na świat kraj stał na skraju wojny. Wychowywał się oczywiście na zamku otrzymując wszelkie nauki od mistrzów i mędrców jak w przyszłości zostać królem. Pierwszy raz opuścił mury pałacowe w wieku 7 lat. Dopiero gdy ukończył 10 wiosen ojciec zaczął zabierać syna na narady, a nawet bitwy by syn mógł uczyć się wszystkiego z doświadczenia. Widział on wystarczająco wiele i wystarczająco wiele się nauczył by po osiągnięciu 20 lat, kiedy wybuchła wojna, zdobyć zaufanie i posłuch wśród ludu przez osobisty udział w wojnie. Osiem lata Angus był na froncie dowódcą, tam też w trakcie walk poznał swoją przyszłą żonę elfkę Erie, będącą szlachetnie urodzoną znachorką pomagająca rannym wojownikom, między innymi jemu ocaliła życie. W tym czasie doszła do niego wiadomość że jego ojciec poważnie zachorował, a dziwna zmora nie pozwalała się mu ruszać z łóżka przez bardzo długi czas. Żaden z magów nie umiał pomóc umierającemu królowi, część z nich twierdziła że to klątwa rzucona przez któregoś z przeciwników, a część że dziwna choroba przenoszona z ojca na syna. Po dwóch kolejnych latach ówczesny król zmarł. Z tego powodu musiał wrócić do stolicy na koronację. Gdy został królem, według zwyczaju został dla niego wykuty przez najlepszych kowali miecz, który z resztą nosi do dziś. Ledwie parę miesięcy po koronacji sprowadził do zamku i ożenił się z Erie. Długo nie cieszyli się związkiem gdyż musiał wrócić na granice. Wojna trwała jeszcze kolejnych 70 lat, a gdy skończyła się dzięki jego działaniom sąsiednie państwa zostały zmuszone do podpisania pokoju. Wtedy rozpoczęły się złote czasy dla Erden. Zadowolony lud oczekiwał kolejnego potomka wspaniałego króla który po jego śmierci obejmie władzę. Wśród poddanych rozniosła się plotka, iż ich królowa nosi już w łonie dziecko. Niestety... w trakcie porodu zarówno jego ukochana Erien jak i nowo narodzona córka Adelline zmarły. Władca przez długie lata nosił w sercu żałobę i mimo namów doradcy nie chciał innej żony. Z czasem wrócił do życia, coraz częściej wychodził za mury zamkowe by zajmować się politykom czy też zwykłym życiem i zapomnieć o bólu.
Partner: Jest wdowcem i choć wciąż darzy zmarłą żonę wielkim uczuciem, sądzi że jeśli znajdzie kobietę godną którą pokocha może ożenić się ponownie.
Rodzina: Cała zmarła, matka przy porodzie, Ojciec w chorobie, Żona przy połogu i Córka wraz z Erien.
Towarzysz:
Szczegóły: -Nie ma aktualnie towarzysza, jednak zawsze jeździ na swoim siwku.
-Choć nie jest już młodzieniaszkiem to wciąz potrafi walczyć zarówno jako człowiek jak i lew.
-Gdy chodzi na grób swojej żony zanosi jej zawsze czerwone róże.
Autor: Ursa
niedziela, 7 maja 2017
Ogłaszamy otwarcie!
Od tego momentu blog jest aktywny!
Zapraszamy wszystkich do pisania, niech kroniki zostaną zapisane waszymi wyczynami!
Dużo weny i ciekawych przygód :)
~Ursa
~Lucy
~Lucy
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Link do obrazka: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/6b/02/11/6b02111cfaf86d270d37ccb6b849490f.jpg Imię: pełne to Murukumi, ba...
