W chwili, gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki skocznej melodii, zgromadzona widownia nadal przypatrywała się dwójce avian w oczekiwaniu. Niektórzy co prawda ledwie zerkali na nich pobieżnie, nie ukrywając przed nikim ogromnej dozy niechęci względem niezapowiedzianych artystów. Inni mrużyli oczy święcie przekonani co do tego, iż występ ten zupełnie nie zapadnie im w pamięć, a więc także, że stracą swój cenny czas na marne. Trudno było dziwić się ogólnemu sceptycyzmowi - ludzie w znacznej części mają paskudną przypadłość reagowania na warunki atmosferyczne, dlatego burza naturalnie nie poprawiała im humorów. Poza tym zdążyli się już zacząć nudzić, co tylko utwierdziło publiczność w przekonaniu, że należy spisać ten wieczór na straty. Mimo wszystko dwójka odmieńców stanowiła obraz tak daleki od codzienności typowego erdeńczyka, że znacznej części ludzi wyjątkowo trudno było oderwać wzrok od pierzastych płaszczy tancerzy.
Jak powszechnie wiadomo, przedstawienie powinno się zacząć i trwać. Avianie zaczęli tańczyć. Serkage musiał przyznać, że doskonale się bawił, tworząc barwne widowisko razem z Rhenawedd. Podejrzewał też, że gdyby znał kroki swojej roli w tańcu, a melodia nie była mu obca nie odczuwałby aż takiej niczym nie uzasadnionej radości. W ruchach dwójki tancerzy kryła się pewność i harmonia, osiągalna jedynie za sprawą wielogodzinnych ćwiczeń. Oczywiście ani Kage, ani Rhen nie mieli okazji przećwiczyć swojej koncepcji ich wspólnego tańca. Znali się jednakże na tyle, by móc perfekcyjnie zgrać się ze sobą. Brak jakiegokolwiek przygotowania był niczym dla pary wędrownych artystów. Życie na trakcie skutecznie uniemożliwiało prezentowanie schematycznych wystąpień, a co za tym idzie Ossovowie zostali niekwestionowanymi mistrzami skutecznej improwizacji. Serkage naprawdę to lubił, a jego towarzyszka - sugerując się promiennym uśmiechem Kani - najwyraźniej zupełnie podzielała jego zdanie. Co więcej, zdawała się radzić sobie znacznie lepiej od samego Kage. Dyktowała mu kolejne posunięcia i pilnowała, by na pewno dać pokaz godny avian. Orzeł oczywiście pozwalał sobą subtelnie kierować. Z ich dwójki to w końcu Rhen znała się na tańcu lepiej, a Serkage jej ufał. Niosło to także ze sobą świadomość, iż to właśnie aviańska kobieta, która potrafiła oczarować każdego swoim wdziękiem, stała się tym na co w pierwszej kolejności zwracano uwagę. W taki właśnie sposób avianom udało się oczarować publiczność. Ponadto zrobili coś więcej - kilku co bardziej otwartych ludzi przyłączyło się do nich, znajdując sobie miejsce dla siebie w pobliżu stołu tancerzy. Ogólna atmosfera także także ociepliła się na tyle, by lokal na powrót odżył i wypełnił się charakterystycznym dla miejsc tego typu gwarem głosów. Dopiero wtedy Serkage przestał tańczyć, rozsądnie odczekując aż do końca utworu. Ukłonił się nisko i uśmiechnął do zgromadzonych, a ci nagrodzili go brawami.
- Wybierasz się gdzieś? - spytała Rhen, gdy Feniks zeskoczył ze stołu pomiędzy ludzi i z uśmiechem poklepywał jednego z bardziej uzdolnionych po ramieniu, gratulując mu talentu. Po chwili odwrócił się w stronę Kukułki, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy jej odpowiadał:
- A i owszem, ale nie przeszkadzaj sobie, skarbie. Baw się dobrze!
Rhenawedd nie pytała o to dlaczego Serkage ulotnił się ze sceny. Pomachała mu jedynie ręką i zawołała do muzyków, by wzięli się do roboty. Kania doskonale zdawała sobie sprawę z tego jak bardzo towarzyską istotą jest jej Orzeł. Wiedziała też, że może być zupełnie spokojna o to z kim i o czym rozmawiał. Znała go na tyle, by mieć świadomość ile radości daje mu wmieszanie się w taki tłum, a potem zwyczajne rozmawianie czy opowiadanie niesamowitych historii. Serkage naprawdę lubił przyjęcia odkąd przestano dyktować mu kim ma być. A co za tym idzie trzeba było liczyć się z tym, że pod koniec zabawy znał i potrafił wymienić choćby z imienia większość sali.
- I jak, drogi panie? - zagadnął, podchodząc do gospodarza. Na jego twarz wypłynął uśmieszek osoby, która wie, że od początku miała rację i przyszła się upomnieć o uznanie tego - Pokój na siebie zarobił?
Gospodarz skinął mu głową, wzdychając przy tym jakoś ciężej niż było to konieczne. Postawa Serkage, która jasno sygnalizowała: "A nie mówiłem?" najwyraźniej nie trafiała w gusta mężczyzny. Aczkolwiek nawet jeżeli nie podobało mu się zachowanie obcego i tak, zgodnie z zawartą wcześniej umową, sięgnął po jeden z kluczy do pokoju i podał go Feniksowi.
- Niech no stracę... - mruknął nieprzekonany co do słuszności swoich działań. Po chwili jednak rozejrzał się po zadowolonym, rozbawionym tłumie i uświadomiwszy sobie całą sytuację dodał nieco milej: - Dobra robota.
- Tak jak obiecałem. - odpowiedział mu, śledząc wzorkiem tańczącą aviankę - Na szczęście nie mam w zwyczaju rzucać słów na wiatr.
Pora była już dość późna, kiedy ostatni zgromadzeni goście posiadali na swoich miejscach zmęczeni tańcem. Także i Rhenawedd opuściła miejscówkę na stole i odszukała Serkage. Nie musiała zbyt szczególnie się rozglądać, wystarczyło, że skierowała się ku najliczniejszemu zgromadzeniu na całej sali. Tam, gdzie był tłum, musiał być też Orzeł. W istocie Kage siedział otoczony roześmianą grupką kobiet i mężczyzn. Nieodmiennie bawił całe towarzystwo i był w swoim żywiole. Jednakże, gdy dosiadła się do niego Rhen, w mężczyznę wstąpiła nowa, jeszcze bardziej zaraźliwa energia. Urwał na chwilę, by odetchnąć. Jakiś miły chłopak z uśmiechem podsunął mu pod nos kubek pitnego miodu, z którego Feniks upił łyka. Objął ramieniem Sikorkę i dokończył swoją opowieść:
- Właśnie w ten sposób ja i moja ukochana, obecna tu, Rhenawedd zdołaliśmy uciec z rąk tychże oprawców, poświęcając jedynie kilka piór i moją godność. Pamiętajcie, piękni ludzie, nigdy, ale to przenigdy nie ufajcie staruszkom, których trzecie oko nieustannie was obserwuje. To nigdy nie prowadzi do niczego dobrego.
Tłum ryknął śmiechem i nagrodził bajarza gromkimi brawami. Rhen trąciła łokciem Serkage i nachylając się do niego spytała przyciszonym głosem:
- Znowu opowiadałeś o tej szamance, która o mało co nie pozamieniała nas w kwiaty?
Uszy jej wybranka zadrgały, kiedy skupił się na wypowiedzianych pod jego adresem słowach.
- Byłabyś najpiękniejszym kwiatem, który kiedykolwiek istniał. - oznajmił machinalnie - Ale owszem, właśnie tę historię im opowiedziałem. To opowieść tak absurdalna, że wszyscy bez wyjątku doskonale się bawią słuchając jej.
Do stołu avian podszedł nie kto inny jak gospodarz "Tańczącego kundla". Człowiek oparł się o stół i oblizał wargi, wodząc wzrokiem pomiędzy avianami, a rozbawionym tłumie. Wyglądał jakby miał coś istotnego do powiedzenia i jednocześnie nie potrafił ośmielić się, by wyrzucić to z siebie. Serkage mógł więc tylko przypuszczać co krępuje gospodarza na tyle, by nie odważył się mówić i odniósł wrażenie, że niezbyt spodoba mu się to, co usłyszy. Rhenawedd na szczęście postanowiła przyjść z pomocą gospodarzowi i spytała:
- Czy coś nie tak, mości gospodarzu?
- Nie, wszystko w porządku. Chciałem tylko... ja... - odetchnął i spróbował raz jeszcze - Chodzi o to, że zamierzałem zaproponować waszej dwójce stałą pracę w tym lokalu. Za godziwą opłatą, oczywiście.
Serkage zmierzył go zagadkowym spojrzeniem i położył dłonie płasko na blacie. Odchrząknął nieco i oznajmił aż przesadnie poważnym jak na te okoliczności tonem:
- Widzisz, przyjacielu, rozumiem, że nasz występ przypadł ci go gustu. Jednakowoż ptaki trzymane w klatce, nawet i pozłacanej, przestają śpiewać z właściwą sobie mocą. Nie należy odbierać wolności tym, którzy dla niej żyją.
- Co nie oznacza, że nie będziemy odwiedzać tego wspaniałego miejsca, jeśli nasza droga przebiegać będzie w pobliżu. - zapewniła Rhenawedd, by choć trochę złagodzić nieco szorstką wypowiedź Orła. - Po prostu wiązanie się na stałe z jednym miejscem jest sprzeczne z naszą naturą.
Gospodarz skinął głową i przysiadł się do stołu. Wydawał się być rozczarowany subtelną odmową, ale nie chciał drążyć tematu, ani tym bardziej naciskać. Co by mu przyszło ze zniechęcenia do siebie Ossovów? W obecnym stanie rzeczy zgodzili się przynajmniej na okazjonalne występy. Gdyby jednak zraził ich do "Tańczącego kundla" nie mógłby liczyć nawet na to. Ponadto deszczowa noc niosła ze sobą niejaką obietnicę rozrywki, z której grzechem byłoby nie skorzystać.
- Znasz jeszcze jakieś historie, bardzie? - zaczepił Feniksa jeden ze zgromadzonych dookoła ludzi. Serkage odwrócił głowę i spojrzał na niego z typowym dla siebie uśmiechem. Feniks już wcześniej mógł zorientować się, iż ten człowiek jest cenionym, okolicznym balwierzem. I szanował zawód tego człowieka ze względu na jego wszechstronność.
Nie przedłużając nazbyt, rozsiadł się wygodniej na ławie i ponownie odprężył.
- Skąd to pytanie! Oczywiście, że znam. - zaśmiał się - Znacie, piękni ludzie, Opowieść o Czterech Smokach?
Kage odczekał stosowną chwilę, przenosząc wzrok z twarzy na twarz. Nie doczekawszy się nawet cienia twierdzącego pomruku, kontynuował:
- Doskonale się składa. Posłuchajcie zatem, piękni ludzie, historii pięknej w swym majestacie. To opowieść o wielkich bestiach, ale i bohaterach. Niezmierzonym bogactwie, jak również ogromnej stracie. Historia tak niezwykła, jak niezwykłe potrafią być jedynie podania o epickich herosach i toczonych przez nich bojach... A zdarzyło się to wiele, wiele lat temu w położonych daleko za zachodnią granicą Erden bezimiennych już górach, których szczyty sięgały samego nieboskłonu. Miejsce to ponoć emanuje surową, najdzikszą magią aż po dziś dzień. Szczyty ów gór zamieszkiwane były przecież przez istoty równie piękne, co potężne, a mianowicie, przez smoki. Głęboko w trzewiach największej z gór pieczę nad światem podziemnym sprawował smok o łuskach barwy obsydianu, dzięki nim nazwany w pradawnym języku Enr'eadel, co w naszej mowie zwykło oznaczać Kamiennego lub Tego, Którego Stworzyła Skała. Smok ów słusznie nazywany był Władcą Pod Górami, a od jego ryku ogromne skały trzęsły się w posadach. Zaiste wielkie to było smoczysko o łapach jak pnie drzew i szponach jak miecze. Jednakże nie on jedyny we władaniu miał niedostępne, górskie ostępy. Enr'eadel miał trójkę współtowarzyszących mu braci z których każdy wziął pod opiekę inną sferę wspólnego królestwa. I tak Władca Pod Górami, najstarszy, a przy tym także najsurowszy i najsilniejszy z Czterech Władców, dzielił swe panowanie z Enr'rehanem, Tym, Od Którego Zależała Natura, Enr'trvenem, Władcą Mroźnych Szczytów, gdzie śnieg nigdy nie topniał, a mróz nie ustępował oraz Enr'scerenem, do którego należał nieboskłon i wszelkie gwiazdy świecące ponad szczytami niezdobytych ostępów. Ludzie nie znali tychże gór, gdyż nigdy nie śmieli zapuszczać się na tereny Czterech...
- A to dlaczego? - do opowieści Serkage wtrąciła się jedna ze zdecydowanie mniej kobiecych dam, opierająca się o ścianę w niewielkiej odległości od stołu. Dziewczyna była młoda, a nierówno przycięte, mysie włosy związała w kitkę na karku, by nie przeszkadzały jej zbytnio. Twarz dziewczyny przecinała ukośna blizna szpecąca grzbiet jej nosa. Przybrudzona, miejscami wystrzępiona koszula, myśliwskie spodnie i buty z cholewami, a także krótki miecz przytroczony do pasa, jednoznacznie utwierdzały w przekonaniu, iż dziewczyna nie zwykła spędzać dni w zaciszu domowego obejścia na typowych, kobiecych pracach - Czemu bali się odwiedzać góry?
- Z niezwykle prostego powodu, droga panienko. - odparł Feniks z uśmiechem - Obawiali się oni gniewu smoków, które zazdrośnie strzegły swego domu. Każdy obdarzony choćby tylko jednym ziarnkiem rozsądku, wolał zostać w znanych sobie, bezpiecznych terenach, aniżeli rzucać wyzwanie czwórce bestii większych niż stodoły, z których każda pojedynczym kłapnięciem paszczy potrafiła przegryźć w pół rosłego mężczyznę. Tacy to już są ludzie, którzy cenią sobie spokojne życie.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, analizując odpowiedź. To pojęcie strachu, najwyraźniej nie mieściło się w jej rozumieniu świata. Nic dziwnego - dziewczyna wyglądała na zakochaną w przygodach ryzykantkę i jasne było, że byłaby pierwszą osobą, która odważyłaby się zapuścić na zakazane ziemie.
- Niech będzie... - mruknęła niechętnie - Co było dalej?
- Jak mówiłem, górskie ostępy nie były odwiedzane przez ludzi zamieszkujących okoliczne wioski, choć z całą pewnością tamtejsze lasy pełne były zwierzyny. Panowanie Czterech w górach kwitło bez najmniejszych przeszkód niezmącone niczym, a okolica obfitowała we wszystko, co tak cenne naturze. Jednakże jak doskonale wiemy, piękni ludzie, im dłużej trwa pozornie pozbawiony wad układ, tym większy majestat i zagrożenie towarzyszą jego upadkowi. Tak było i w tym przypadku, bowiem porozumienie sięgające całych stuleci wstecz straciło na znaczeniu w obliczu właściwej wielkim smokom chciwości. Enr'sceren, Ten, Który Panował Na Niebie, o łuskach roziskrzonych światłem miliona gwiazd rzucił wyzwanie Enr'eadelowi, przekonany, iż to on powinien być tym, którego ludzie bać mieli się najbardziej. Pomiędzy Władcą Pod Górami, a Władcą Nad Górami doszło do zajadłej, bratobójczej walki. Straszny to był pojedynek na śmierć i życie. Ziemia drżała, gdy smoki zmagały się ze sobą w straszliwej potyczce, płonęły całe połacie lasów pod wpływem ognistego oddechu bestii, a ich przepełnione wściekłością ryki wypełniały powietrze nieprzerwanym, dudniącym grzmotem. Ludzie w obawie przed rychłym końcem znanego im świata skryli się w domach, z niepokojem obserwując jak żyzna niegdyś kraina niszczeje, przeorana szponami dwójki ślepo pojedynkujących się Władców. I walczyły smoki nieprzerwanie, a dzień zdążył wstać już czwarty raz. Potężne z nich były bestie, stąd i wytrzymałe, walczyć mogły bez ustanku przez wiele kolejnych dni i nocy.
- Co zrobili pozostali bracia, widząc to wszystko? - dopytał mężczyzna, przeczesujący palcami już i tak zmierzwioną, czarną brodę. Był kowalem, jak Serkage miał okazję się dowiedzieć nieco wcześniej, co tłumaczyło pochodzenie okazałych węzłów mięśni wijących się pod skórą mężczyzny.
- Osobno nie byli wstanie przeciwstawić się sile dwóch starszych, a przy tym potężniejszych braci. Ów niemoc zaowocowała tym, iż Enr'rehan wraz z Enr'trvenem, uprzednio odbywszy długą naradę, postanowili zasięgnąć rady u najmądrzejszych ludzi znanych światu. Bracia odbyli długą wędrówkę ku odległym krainom, gdzie znaleźć mieli trójkę najznamienitszych mędrców ówczesnego świata, a ci, gdy już zaznajomili się z ów sytuacją, zaradzili, by odebrać walczącym smokom ich prawdziwe postaci. Bestie nie mogły czynić spustoszenia, jeśli utraciłyby swe ciała. Dlatego też z poleceniem mędrców Władca Boru i Władca Mroźnych Szczytów powrócili w swe rodzinne strony. Jednakowoż zastali tam obraz, którego nie zamierzali widzieć nigdy w swym długim, nieskończonym życiu. Znany im świat przestał istnieć. Góry, ich piękne, majestatyczne góry zrównane z ziemią stały się jałową pustynią. Na niegdyś wspaniałe górzyste ostępy spłynął mrok, nieprzenikliwym całunem okrywający ziemię. Spustoszył kraj Czterech Władców.Wyschnięte rzeki i spękana ziemia nie niosły ukojenia dwójce znużonych podróżą smoków, a ich bracia nadal nie zaprzestali swych straszliwych zmagań... Nadszedł czas, by wszystko zakończyć. Enr'rehan pomimo iż najmłodszy, a przy tym najsłabszy z czworga braci zdecydował, że to właśnie on wypełni powierzone przez mędrców zadanie. Ruszył ku walczącym i z pomocą niebywale potężnego czaru przemienił ich w ludzkie istoty. Jakież było ich zdziwienie, gdy zamiast bestii z kamienia czy światła gwiazd ujrzeli dwójkę, rannych i słabych śmiertelnych. Wtedy obaj zapałali gniewem do swych, nadal smoczych, braci. Ogromną niesprawiedliwością było bowiem, by zaledwie połowa Władców utraciła swą potęgę, będąc tym samym na łasce młodszych od siebie. Tenże powód i przyczyna zaowocowały przemianą pozostałych braci. Smoczy bracia raz na zawsze porzucili swe gadzie powłoki. Stali się ludzcy, a zatem i podatni kaprysom natury. Ziemia, którą zamieszkiwali, przestała być im schronieniem. Pustkowie w którym się znaleźli oferowało im jedynie rychłą śmierć. Radzili się bracia długo, cóż uczynić, nijak nie mogąc dojść do porozumienia. Ostatecznie oczywistym stało się, że nie mogą już dłużej żyć razem. Ruszyli więc na cztery strony świata, poprzysięgając sobie, że już nigdy się nie spotkają. Ponoć aż do dzisiejszego dnia krążą po świecie ci upadli Władcy, a świat jeszcze nie zapomniał im dawnej krzywdy...
Opowieść Serkage dobiegła końca, a on upił nieco swojego miodu. W "Tańczącym kundlu" jeszcze przez chwilę panowało wręcz nabożne milczenie. Umysły prostych ludzi właśnie w taki sposób działały. Każda historia rysowała w ich głowach niesamowicie barwną opowieść, nierzadko wywierającą na słuchaczach ogromne wrażenie. Avianin oczywiście w żadnym wypadku nie uważał tego za wadę. Cenił tę cechę wśród swoich słuchaczy jak mało którą inną. Mimo wszystko milczenie tłumu stało się już dość niezręczne, by Feniks postanowił coś z tym zrobić.
- Ekhem... - odchrząknął - Czyżbym był aż tak marnym gawędziarzem, by nie nagrodzić mnie choć jednym ciepłym słowem?
- Moim zdaniem jesteś wspaniałym gawędziarzem. - odpowiedziała mu Rhen, a w jej oczach błysnęły iskierki rozbawienia. Kilku ludzi skinęło głowami, mamrocząc coś pochlebnego, ale w zbiorowym pomruku trudno było rozróżnić poszczególne pochlebstwa.
Serkage przeczesał dłonią pióra na głowie, lekko za nie szarpiąc, jakby właśnie z nich mógł wyciągnąć pomysł na to czym jeszcze uświetnić ten i tak wspaniały wieczór. Nie było to oczywiście niezbędne, gdyż ludzie doskonale bawili się nawet wtedy, gdy zajmowali się sami sobą, a on sam prawdę powiedziawszy pragnął oddalić się już do przydzielonego mu pokoju. Jednakże Kage był bardem. Artystą słowa pisanego oraz mówionego i śpiewanego. Czuł się w pewnym stopniu w obowiązku zabawiać ludzi, którzy zdecydowali się zagrzać ławy przy jego stole.
- Powiedzcie no, panie ptaku - jeden z okolicznych rolników, prosty chłop zajmujący się uprawą roli wybawił Serkage z jego problemu, w chwili, gdy ten zdecydował się już pożegnać i wyjść - długo to już trudnicie się takim gadaniem po wsiach?
- Dość długo - przyznał Serkage - Miałem na tyle czasu, by nieomal dwukrotnie dokładnie zwiedzić całe Erden wszerz i wzdłuż.
- A tą panienkę zapoznałeś gdzieś na szlaku?- dopytał inny.
- Serkage i ja od samego początku podróżujemy wspólnie. - odparła Rhen, czym zyskała sobie promienny uśmiech swojego wybranka.
- To prawda, piękni ludzie. - zgodził się Orzeł i wstał, kłaniając się przy tym nisko. Zerknął przy tym na Sikorkę, a ta zrozumiała przekaz, gdyż również wstała - Jednakowoż pora jest późna, a ja zwykłem wstawać o świcie. Zatem zostało nam pożegnać się. Do zobaczenia, mili ludzie!
- Jesteście wspaniałą publicznością. Czystą przyjemnością, było dla was wystąpić! - dopowiedziała jeszcze Rhenawedd, nim ujęła przedramię Feniksa, pozwalając mu poprowadzić się w stronę pokojów.
Odprowadziły ich jeszcze wyrazy uznania i okazjonalne, zupełnie spontaniczne ciepłe gesty. Kilkukrotnie ktoś przytulał Kanię i poklepywał po plecach Serkage, nie szczędząc im przy tym pochwał, zanim dwójce avian udało się dobrnąć do pokoju, na który sobie zasłużyli.
Wnętrze było czyste i schludne, choć mimo wszystko nieco ciasne. Gospoda zdawała się być bogata o czym świadczyły dwa, proste łóżka, nakryte jasnobrązowymi narzutami upchnięte pod ścianami. Obok każdego z łóżek stał niewielki stoliczek z pojedynczą szufladą. Nieco bliżej wejścia, ukryty przed wzrokiem osoby stojącej w progu stał porządny stół z trzema krzesłami. Serkage zaciągnął zasłonę na oknie i odwrócił się w stronę Kukułki.
- Wybierasz prawe czy lewe łóżko? - spytał.
Avianka przyjrzała się krytycznym okiem obu meblom, jak gdyby drastycznie się od siebie różniły.
- To po prawej podoba mi się bardziej.
- Doskonały wybór, moja słodka. Podobał ci się dzisiejszy dzień? - spytał z uśmiechem.
<Rhenawedd? Podpisuję się pod tym pytaniem>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serkage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serkage. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 czerwca 2017
środa, 17 maja 2017
Pomiatają mną, odkąd przyszedłem na świat... Ale ze sceny nie zejdę! Jestem niepokonany!
Imię: Serkage (A właściwie - wedle rodzinnej tradycji - Serkage Asedian Nihivio XIV. Na szczęście nikt się tak do niego nie zwraca. Pełne imię Serkage zarezerwowane zostało wyłącznie dla rodziców mężczyzny, gdy ci wzywali go, by po raz kolejny wytknąć mu wszystkie błędy i aby go ukarać, a on sam wydaje się już nie pamiętać o tym, że tak się nazywa. Teraz jest już tylko Serkage lub ewentualnie Kage, jeśli komuś zależy na tym, by skrócić to szlachetne imię.)
Nazwisko: Ossova (Zabawne, że niegdyś, w rodzinnych stronach Kage, to nazwisko wiele znaczyło. Pewnie nadal budzi szacunek i cieszy się nie najgorszą reputacją. Dlatego Serkage szczerze powątpiewa w to czy nadal może się nim bezkarnie posługiwać. Jego rodzina pewnie nie byłaby zachwycona, wiedząc, że akurat Serkage nadal nosi tak znaczące nazwisko. Jednakże ten Ossova zdaje się zupełnie nie przejmować faktem swojego wydziedziczenia. Ostatecznie w Erden nikt o tym znamienitym rodzie nie słyszał, więc tym bardziej nie ma powodów zmieniać nazwiska.)
Przydomek: Feniks (A przynajmniej to wmawiają mu, sugerując się jego piórami. Dla ukochanej zwykł być Orłem lub Słowikiem, lecz prawdę powiedziawszy nawet "Głuptak" z ust tej kobiety brzmi jak najczulsza pieszczota. Kage, gdyby pokierował swoim życiem nieco inaczej, miałby w kieszeni dodatkowo tytuł lorda i głowy rodu, jednakże wtedy nie byłoby go tu, gdzie jest. Wymienił szlacheckie godności na pogardliwe określenie Koguta. Stanowi to raczej obelgę niż coś zaszczytnego. Żaden dumny, szlachetny ptak nie chciałby być przecież nazywany drobiem...)Rasa: Avianin (I to nie pierwszy lepszy z brzegu. Ród Ossovów od wieków przykładał najwyższą wagę do czystości rasy. Kage poszczycić się może nienagannym rodowodem sięgającym całe stulecia wstecz. Ma to oczywiste, dające się dojrzeć nawet gołym okiem konsekwencje, gdyż bliżej mu do pierwszych avian. Poza tym jego rasa znajduje sobie teoretyczne, raczej niechętne pokrewieństwo z harpiami. Jednak o ile harpie postrzega się jako dzikie lub półdzikie ludojady, o tyle avianie zwykli uchodzić za inteligentniejszy i bardziej cywilizowany gatunek.)
Wiek: 45 lat, czego nie da się wywnioskować po wyglądzie. Serkage zdaje się być dwudziestolatkiem w sile wieku. Jasno wynika z tego, że dla avian czas płynie wolniej.
Płeć: Mężczyzna
Przynależność: Gildia Błękitnych Ptaków
Stanowisko: Bard, choć jest to wyjątkowo naciągane określenie. Feniks nie potrafi się dokładnie zdefiniować, gdyż twierdzi, iż jest "artystą słowa pisanego oraz głoszonego prozą i pieśnią", równie dobrze mógłby być więc pisarzem lub zwykłym wędrownym śpiewakiem.
Religia: Luinianizm, choć nie należy mówić o nim jako o wzorze wyznawcy. Serkage (wbrew temu, co usiłowano wbić mu do głowy) jakoś nigdy nie potrafił w pełni zaakceptować istnienia któregokolwiek z bóstw. Nie jest jednak ateistą i określa siebie mianem "wątpiącego" lub "poszukującego". Jego typowo aviańskie, luźne podejście do religijności raczej nijak mu nie pomaga. Orzeł nie czuje się specjalnie związany z bóstwem, a co za tym idzie nie modli się ani często, ani chętnie.
Aparycja: Każdy przedstawiciel rodu Ossova zwykł emanować swoistą perfekcją. Przebywając dostatecznie długo wśród aviańskich elit bez trudu da się zauważyć, że członkowie tej rodziny są stworzeni do przebywania w centrum uwagi i zainteresowania. Serkage nie stanowi tu żadnego wyjątku od reguły. W końcu wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o typowo męskiej sylwetce zwykle ściąga spojrzenia kobiet jak magnes. Jedynie od kolan w dół Kage nie wpisuje się w wyszukane gusta. Nie każdy potrafi machnąć ręką na ptasie, zakończone ostrymi jak brzytwa szponami stopy z wysoką piętą. Pomimo tej jednej niedogodności Feniks nie ma powodów do posiadania nawet najdrobniejszych kompleksów. Natura podarowała mu subtelną, drapieżną urodę. Oczy Serkage mają kolor bezchmurnego, letniego nieba, które zwykle iskrzą się charakterystycznym dla niego łobuzerskim błyskiem. Pionowe źrenice sprawiają jednak, że wesołe oczy Kage z odpowiednimi intencjami potrafią przerazić i speszyć. Twarz mężczyzny zdobią symetryczne, szare "łezki" usytuowane nieco poniżej kości policzkowych. Dwa inne wzory mieszczą się w miejscu jego brwi (gdyż ten avianin pozbawiony jest luksusu posiadania jakichkolwiek włosów). Na głowie Serkage rosną kremowobiałe pióra z pojedynczym czerwonym pasemkiem z przodu. W chwilach zagrożenia Feniks - ptasim odruchem - stroszy je, by wydać się większym, a przez to groźniejszym. Kilka białych piórek pokrywa też jego brodę, tworząc tym samym charakterystyczną "bródkę". Długie uszy Kage również pokryte są jasnymi piórami. Tylko ich końcówki są czerwone. Jednak nie tylko na głowie Orzeł nosi pióra. Jego przedramiona także pokrywają gdzieniegdzie złote pióra, które na przedramionach są nawet całkiem okazałe. Kilka piór znalazło też sobie miejsce po bokach torsu mężczyzny. Z prawego ramienia Serkage spływa sięgająca do ziemi peleryna. To jego skrzydło, które złożone ciągnie się za nim, lecz przenigdy mu nie przeszkadza. Stanowi raczej kolejną kończynę i szykowną osłonę przed słońcem, wodą i wiatrem. Ponadto jego rozmiary wiążą się z pochodzeniem mężczyzny, więc naturalnie jest z tego dumny. Skrzydło po zewnętrznej stronie ma zachwycający, złoty kolor. Końcówki długich piór pokrywa natomiast fantazyjny błękitny wzór. Od wewnątrz skrzydło wydaje się być nieco bardziej szarawe, gdyż tam barwy nie są aż tak nasycone. Serkage posiada również długi czerwony ogon zakończony trzema pawimi okami. Na standardowy strój Kage składa się krótki czerwony płaszcz obszyty złotą tasiemką z szerokim i sztywnym kołnierzem. Na lewym ramieniu spina go ptasia czaszka przyozdobiona ciemnymi piórami i biada temu, kto wyciągnie po nie ręce. Sama czaszka nie ma dla mężczyzny żadnego znaczenia poza oczywistym walorem estetycznym. Pióra jednak należą do towarzyszki Feniksa i zostały mu podarowane na znak przywiązania, dlatego mają wielką wartość, której nie godzi się mu odbierać. Resztę ubioru Serkage stanowią właściwie luźne, bufiaste, turkusowe spodnie z niskim krokiem, sięgające mniej więcej kolan mężczyzny i ochraniacze sięgające aż do pięty. Do tego Orzeł nosi ozdobny czerwony sznur z dwiema czaszkami.
Zdolności: Elementarną zdolnością każdego barda i jednocześnie wysoce pożądaną zdolnością wśród arystokracji jest umiejętność grania na choć jednym instrumencie. Dlatego też Feniks potrafi grać na harfie oraz lirze (Bo choć tego pierwszego nie bardzo ma szansę udowadniać, to drugie wyjątkowo często mu się przydaje). Ponadto potrafi pięknie śpiewać - co nikogo szczególnie nie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, iż większość ptaków śpiewa. Orzeł porusza się z wyjątkową gracją i lekkością, tak charakterystyczną dla jego rasy. I czyni to z niego dobrego tancerza. Jego skrzydło stanowi wyjątkowo skuteczne przedłużenie ręki i mężczyzna w zasadzie nie musi się nawet koncentrować na tym, by go używać. To nieprzemakalna, zatrzymująca ciepło struktura. Co prawda nie gwarantuje zdolności lotu, ani nie umożliwia szybowania, jednakże może stanowić swoistą ochronę przed resztą świata, która przydaje się w codziennym życiu wędrownego artysty. Jednakże fakt, iż Serkage jest śpiewakiem nie oznacza, że nie potrafi o siebie zadbać. Mężczyzna, dzięki odpowiedniemu treningowi w młodości, potrafi się dobrze bić. Pobierał także lekcje fechtunku, choć akurat ta zdolność, przez brak jakiejkolwiek praktyki, zaczyna rdzewieć. Jego skrzydło znajduje sobie zastosowanie i w walce. Ikoniczną sztuczką walczących avian są pióra twarde i ostre jak noże. Te pochodzące od Kage, gdy przybiorą postać śmiercionośnej broni, stają się bardzo jasne i wręcz błyszczą złotem.
Zainteresowania: Należałoby tutaj wpisać Rhenawedd, lecz tak się nie godzi. Serkage na szczęście interesuje się także innymi zagadnieniami. Uwielbia obserwować otaczający go świat. Zawsze podobała mu się poezja czytana i śpiewana, a co za tym idzie zna i potrafi zacytować choćby fragmentami każde liczące się dzieło aż od początków znanego mu istnienia. Sam także jest twórcą epiki i liryki. Feniks ma także szczególną słabość do sztuki, muzyki i tańca, a więc także i przyjęć towarzyskich oraz spektakli w teatrze, których nie potrafi sobie odmawiać. Życie w nieustannej drodze nieco komplikuje mu udzielanie się towarzysko, lecz mężczyzna nie narzeka, bo równą sympatią darzy podróżowanie u boku ukochanej. Poza tym interesuje go wiedza. Kage jest wyjątkowo oczytanym włóczęgą, który nie ma niczego przeciwko czytaniu książek i tomików poezji. Ponadto jest jeszcze filozofia, ale tutaj niczego dodawać już nie trzeba.
Charakter: Opisać Serkage nie jest łatwo. Mężczyzna przez prawie pół życia grał kogoś, kim nie jest, by zadowolić kogoś, na kim mu nie zależy i by nie podpadać komuś, kogo ma za nic. Tak czy siak tamten Kage był arystokratą, szczycącym się nienagannymi manierami i doskonałą znajomością elit społecznych, a to odpowiednio długo utrwalane stało się nieodmienną częścią mężczyzny. Cechowało go perfekcyjne opanowanie, pozwalające mu zachować stonowany uśmiech na twarzy, nawet w sytuacjach dalekich od przyjemności. Mimo wszystko było to tak dalekie od jego zwyczajowej szczerości i prawdziwego charakteru, że nie warto o tym szerzej wspominać. Feniks przez całe lata był barwnym ptakiem pośród szarości pozorów i uprzedzeń, a co za tym idzie najrozsądniej było mu chronić swoją odmienność od reszty pod fasadą dumnego syna swojego ojca. Wystudiowana powściągliwość zastępowała mu naturalną wesołość i skłonność do żartów, których nie wypadało przywoływać w towarzystwie. Milczenie w chwilach, gdy miał zbyt wiele do powiedzenia skutecznie maskowało jego prawdziwe poglądy, pozwalając rozmówcom wierzyć, że ma dokładnie to samo zdanie, o które można by posądzić rasowego Ossovę. A Serkage zwykle ma wiele do powiedzenia na prawie każdy temat. Ciekawi go świat i kocha zgłębiać jego tajemnice. Wyszukane słownictwo niejednokrotnie odsyłające rozmówcę do słownika, służyło wyłącznie temu, by nikt nie zauważył, że mężczyzna tak naprawdę nie odnajduje przyjemności w wymienianiu suchych uprzejmości i pustych dyskusjach. Jednakże te czasy przeminęły już dawno temu, a Kage nie można zarzucać zbytniej sentymentalności. Obecnie avianin nie potrzebuje żadnej maski, a jego ukochana Rhenawedd zdecydowanie woli go w tym prawdziwym wydaniu. Orzeł jest wyjątkowym optymistą, który idzie przez świat z łobuzerskim uśmiechem bez przerwy tańczącym na wargach. Nigdzie mu się nie spieszy, więc ma dokładnie tyle czasu na podziwianie świata ile potrzebuje. Zdarza mu się zachowywać po prostu dziecinnie, ale raczej nie zamierza nic z tym zrobić. Zwyczajnie nie cierpi fałszywości i dwulicowości. Jest jaki jest i nie zamierza niczego z tym robić, bo lubi swój charakter. Nie oznacza to, że nie potrafi się należycie zachować. Nadal szczyci się odpowiednimi manierami i taktem.Inna kwestia, iż Serkage lubi się śmiać i nie ma przed tym żadnych oporów. Potrafi też dogryźć, doskonale wiedząc jak sformułować wypowiedź tak, by dotknęła do żywego. Nic nie poradzi na to, że lubi się drażnić z resztą świata, a fakt, że bywa irytujący zrzuca na karb ryzyka związanego z zadawaniem się z nim i zbywa obojętnym wzruszeniem ramion. Niewieloma rzeczami potrafi się prawdziwie i na długo przejąć, chyba, że dotyczy to jego ukochanej. W jej obronie Kage byłby w stanie położyć pół armii i zmienić świat. Rhenawedd stanowi oczko w głowie mężczyzny, a Feniks uznał za swój życiowy cel sprawianie, by kobieta miała wszystko co najlepsze. Ufa jej bezgranicznie i bez oporów powierzyłby jej swoje życie, wiedząc, że jest ono bezpieczne. Lubi słuchać komplementów płynących od Rhen, bo tyko one mają dla niego wartość. Tylko jej zdanie ma dla niego szczególne znaczenie i tylko jej słucha bez zastrzeżeń. Serkage jakkolwiekby się nie starał zatrzeć ślady swojej przeszłości nie jest w stanie wykorzenić czegoś, co definiowało go od małego. W genach dostał pewną szlachetność i prezentuje się dumnie, czasem nawet nieco zbyt egoistycznie i wyniośle jak na jego gust. Bądź co bądź z tytułu pochodzenia ma prawo czuć się jak władca pośród chłopów, jednakże w ostatecznym rozrachunku niewiele odróżnia go od erdeńskiego mieszczaństwa, o czym stara się na bieżąco uświadamiać. Nie planuje by jego pycha miała go kiedykolwiek zgubić. W każdym razie najpierw musiałby pozbyć się niejakiej skromności powstrzymującej go od chwaleniem się bez wyraźnego powodu, gdyż Feniks nie przepada za podsuwaniem swoich dzieł pod nos każdego napotkanego obcego. Z całą pewnością nie można odmówić mu uporu i wytrwałości w drodze do wytyczonego celu. Dobrze wie czego chce i robi wszystko co może, by to osiągnąć. Jest towarzyski i nie ma najmniejszych oporów przed dyskutowaniem z obcymi. Prawdę powiedziawszy Orzeł woli przebywać w większym towarzystwie znacznie bardziej niż tkwić gdzieś samotnie, a każdego nowego towarzysza z góry traktuje jak przyjaciela, a nie wroga.
Historia: Ossova - to nazwisko w zasadzie powinno przemawiać za siebie samo. Jednakże w tych stronach zdaje się, iż jest to stanowczo zbyt mało znany termin, by jego brzmienie określało z kim ma się do czynienia. Otóż Serkage pochodzi z bogatej i znaczącej rodziny, słynącej z sztywnej, rygorystycznej tradycji, masy uprzedzeń oraz ścisłych wzorców. Członków tej rodziny zwykło się postrzegać jako, budzących respekt i poważanie, dumnych z najczystszego rodowodu sięgającego wielu pokoleń wstecz avian. Wymieniając tzw. "wyższe rody" Ossovów zwykło się wymieniać w ścisłej czołówce, co z kolei zaczęło wymuszać na nich oczywistą perfekcję pod każdym względem. I tak jak ród podaje się za wzór do naśladowania, tak od głowy tego rodu wymaga się godnego reprezentowania wybitnej rodziny. W takiej, chciałoby się rzecz idealnej, rodzinie dorastał Feniks i miał przed sobą równie perfekcyjną, świetlaną przyszłość. Był pierworodnym, a co za tym idzie także i spadkobiercą ojcowskich tytułów i zasług. Nie trudno zatem wywnioskować, że usilnie starano się z niego zrobić godnego następcę - głowę rodu pozbawioną wad. Tak przynajmniej zakładano i przez pewien czas faktycznie udawało się realizować przygotowywanie Serkage do swojej roli. Analogicznie to właśnie na niego kierowała się większość uwagi rodziców. Daleko jej było do ciepłych relacji spajających zwyczajne rodziny. Kage już od najmłodszych lat uczył się wszystkiego, co będzie mu potrzebne w przyszłości. Miał najlepszych, prywatnych nauczycieli, a jego edukacja obejmowała iście wszechstronne kwestie, niezbędne mu do dorosłego życia. Stąd Orzeł pochwalić się może perfekcyjną znajomością etyki, sztuki, historii czy tajników zarządzania majątkiem ziemskim i księgowości. Z perspektywy czasu trudno mu poczytywać to za stratę czasu. W końcu odebrał niemalże perfekcyjne wykształcenie, które nie ominęło nawet lekcji tańca (Do teraz w najgorszych koszmarach słyszy skrzekliwy głos nauczycielki, wykrzykującej bez przerwy, by się skupił, trzymał ramę i tańczył w takt). Serkage właściwie nie miał powodów do tego, by się skarżyć lub narzekać. Choć nieco wbrew woli zrobili z niego dżentelmena o nienagannych manierach, stał się obiektem westchnień wielu arystokratycznych dam. Paradoksalnie próby zrobienia z Kage złotego chłopca skutecznie obrzydziły mu cały dwór. Rodzice zdawali się jednak mieć dalekosiężny plan względem swojego syna. Dlatego, gdy Kage osiągnął odpowiedni wiek posłali go do wojskowego obozu, aby nauczył się kolejnych przydatnych umiejętności. W taki właśnie sposób młody, wykształcony chłopak stał się przeszkolonym wojakiem mogącym pochwalić się niezgorszymi rezultatami długich ćwiczeń i surowej musztry. Jednakże jego pobyt z dala od domu nie mógł trwać w nieskończoność, by plan rodziców nadal mógł się spełniać. Dlatego ściągnięto go do domu i gdy Serkage dorósł zaczęto zabierać go na bale i przyjęcia towarzyskie. Feniks z początku naprawdę dobrze się bawił, uczestnicząc w nich. Była to jakże miła odmiana od surowych warunków z którymi przyszło mu się mierzyć w koszarach. Z czasem niestety bale zaczęły go męczyć. Niezbyt miał jednak okazję do tego, by w nich nie uczestniczyć, gdyż zwykle od razu zauważano jego nieobecność, a on sam naprawdę nie miał ochoty ściągać na siebie zbytnich problemów. Z perspektywy czasu jednak cieszy się tym, że tak dzielnie znosił każdą uroczystość, bo w ten sposób poznał Rhenawedd Drakkar. Dziewczyna zaciekawiła go swoją osobą, zdawałoby się, że bez wyraźnego powodu. Z całą pewnością nie widywał jej wcześniej, a znał przecież wszystkich członków każdej liczącej się rodziny. O Rhenawedd jednakże nie wiedział praktycznie nic. Jej nazwisko teoretycznie wykluczało, by Serkage mógł pozwolić sobie na poznanie tej fascynującej osobistości nieco bliżej. Jednakże wyjątkowo o to nie dbał. Dziewczyna była inna niż cała reszta otaczających go dam. Przede wszystkim nie widziała w nim młodego Ossovy - kandydata na męża. Rhen widziała w nim wyłącznie to kim był, wobec czego dla niej zawsze był po prostu Kage. Co więcej, doskonale się ze sobą dogadywali i szczerze się polubili. Nie umknęło to uwadze reszty towarzystwa, w tym także i rodzinie Serkage, którzy robili co w ich mocy, by wybić Feniksowi z głowy zadawanie się z kimkolwiek ze znienawidzonej rodziny. Ten jednak uparcie ignorował wszelkie prośby i groźby rzucane pod jego adresem, stale przypominając, że jest już dorosły i wie dość, by móc radzić sobie samemu. Tak było do czasu, gdy jego Rhen przestała pojawiać się na balach, a on, by móc spędzać z nią czas pomimo trudności także zaczął się wymykać. Ta dziwna sytuacja trwała dość długo, by Serkage zdążył narobić sobie wrogów z własnej rodziny. Ich pozbawiony skaz zloty chłopiec nagle przestał być posłuszny i właściwie zniknął ze sceny. Dlatego marzył o okazji do ucieczki. Oznaczałoby to koniec jego problemów.
I okazja nadarzyła się, choć trudno w jej przypadku mówić o szczęściu. Rewolta w wyniku której niegdyś znamienite rody stały się obiektem linczu i publicznych egzekucji raczej nie stanowiła powodów do radości. Zwłaszcza, gdy Serkage przyszło opłakiwać powieszonego brata. Nie powstrzymało go to jednak od wymyślenia odpowiednio nieoczywistego planu. Zauważył okazję i - gdy Ossovie ewakuowali się w bezpieczniejsze rejony - uciekł w zupełnie przeciwną stronę, ciągnąc za sobą ukochaną Rhen. W ten właśnie sposób dwójka uciekinierów rozpoczęła swoją podróż. Mają wszystko czego im potrzeba, bo przede wszystkim mają siebie i nie wiąże się to z żadnymi nieprzychylnymi spojrzeniami. Serkage bez wątpienia jest z tego powodu szczęśliwy. W końcu nikt, ani nic nie dyktuje mu jak ma żyć, nikogo nie rozczarowuje, robiąc po swojemu i nikt nie usiłuje siłą zmusić go do tego, czego nie chce robić. Włócząc się po traktach i gościńcach u boku Rhenawedd ostatecznie znalazł swoją definicję raju na ziemi.
Partner: Rhenawedd. Nikt i nic nie ma szansy tego zmienić. Avianie łączą się w pary na całe życie, a Kage wybrał już swoją towarzyszkę na resztę dni. Bezgranicznie kocha swoją Rhen i z dnia na dzień nie omieszka uświadamiać ją o tym fakcie. Nie robi tego jednak na pokaz. To jego wola, a nie chęć doprowadzenia okolicy do zbiorowego pomruku aprobaty. W jego ocenie nie musi niczego nikomu udowadniać. On wierzy Rhen, a ona wierzy jemu.
Rodzina: Na chwilę obecną raczej nie ma prawa przyznawać się do rodziny. A w każdym razie oni w życiu nie przyznają się do niego. Tak więc Serkage może zapomnieć o ojcu, który już nigdy nie będzie z niego dumny. Matkę i czwórkę braci oraz siostrę w sumie także powinien spisać na straty. Wobec tego Kage raczej krewnych nie już posiada.
Towarzysz: -
Szczegóły: - Jak większość avian nie przepada za głęboką wodą i kotami czy kotowatymi. Obie te kategorie powodują u niego pewien dyskomfort i sprawiają, że jego zwyczajowy uśmiech rzednie nieco i dlatego właśnie Serkage usiłuje unikać wszystkiego, co jest dla niego nieprzyjemne. Zwłaszcza kotów otoczonych sporą ilością wody...
- Serkage potrafi zastrzyc uszami zupełnie niezależnie od czynników zewnętrznych. Jest to uwarunkowane genetycznie (jak dołeczki w policzkach w przypadku ludzi lub zdolność uniesienia jednej brwi) i oczywiście nie wpływa nijak na resztę odruchów mężczyzny. Nadal puszy się gdy jest oburzony lub zły czy czuje się zagrożony, a jego uszy potrafią zadrgać bezwiednie jeśli coś go zaintryguje.
- Jedną z tajnych "supermocy" Kage jest zdolność wyczuwania emocji Rhenawedd, gdy tylko znajduje się w jej pobliżu. Nie jest to żadna zdolność, a jedynie przedziwna intuicja, podpowiadająca mu jakie uczucia towarzyszą jego ukochanej.
Autor: Apocalypse Rider
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Link do obrazka: https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/6b/02/11/6b02111cfaf86d270d37ccb6b849490f.jpg Imię: pełne to Murukumi, ba...
